środa, 20 listopada 2013

Rozdział 15...

      Alicja spadła z konia. Sophie szybko wbiegła na placyk i złapała Sperę. Starała się ją uspokoić, widziała w jej oczach wielki strach i nieświadomość zaistniałej sytuacji. Gdy dziewczynce udało się uspokoić konia, szybkim krokiem podbiegła do matki. Na szczęście nikomu nie stała się krzywda. Alicja cienkim głosem rzekła do córki :
-Spokojnie, nic mi się nie stało. Takie rzeczy się zdarzają...
-Ale przecież mogłaś zginąć ! Ten koń jest dziki i niebezpieczny ! - Krzyknęła niespokojnie Sophie.
- Nie możemy obwiniać Spery oto co się stało. To przez moją nieodpowiedzialność zaistniała ta sytuacja. Teraz lepiej będzie, jak pójdziemy do stajni i  posiedzimy z końmi , aby poczuły się pewniej.


                                                              ........................................

         Sophie pobiegła szybciej do stajni , aby sprawdzić, czy nic nie stało się koniom. Alicja szła spokojnie prowadząc Sperę tuż obok. Nie chciała , aby wystraszyła się saren biegających tu i ówdzie. Wszędzie słychać było spokojny śpiew ptaków i delikatny wiatr którego cichy szum pięknie współgrał z pieśnią ptaków. Alicja kochała chwile, które spędzać mogła tylko i wyłącznie z końmi w otoczeniu pięknej spokojnej natury. Miłą atmosferę przerwał głośny krzyk przerażonej Sophie.
-Mamo !!!Pomocy !!!
Kobieta szybko przybiegła do stajni i zobaczyła Dragona , leżącego na ziemi z raną w łopatce. Była to rana postrzałowa. Alicja była zestresowana , ale próbowała nie tracić zdrowego rozsądku.
-Sophie ! Szybko dzwoń dodoktora Howarda i powiedz mu , że to sprawa nie cierpiąca zwłoki. Opowiedz mu o tym zdarzeniu. Niech przyjedzie z trailerem. Tylko szybko!
-Już się robi mamo!
Dziewczynka wparowała do domu niczym błyskawica i szybko podbiegła do telefonu. Ze stresu kilka razy wpisała zły numer , każda chwila się liczyła , a ona wiedziała , że mama na nią liczy. W końcu wbiła właściwy numer i dodzwoniła się do doktora. Ten jednak miał w tej chwili pacjenta i powiedział , że odzwoni za godzinę. Ona nie miała jednak tyle czasu , więc postanowiła zadzwonić kolejny raz. Dr. Howard tym razem odrzuciła połączenie. Sophie wbiegła do stajni ze łzami w oczach i rzekła :
-On...on nie odbiera ! Ja tego tak nie zostawie !
To mówiąc dziewczynka weszła do boksu Santiego, wskoczyła na niego i powiedziała do matki :
- Ja napewno nie pozwolę , aby Dragonowi stała się krzywda ! Nie martw się o mnie mamo! Skoro doktor nie może przyjechać do nas, w takim razie ja przyjadę do niego! Nie zwlekając dłużej dziewczynka ruszyła galopem prosto w stronę drogi , prowadzącej do kliniki , zanim Alicja zdąrzyła powiedzieć cokolwiek.


                                                          ......................................................

Sophie nareszcie dotarła do kliniki i nie zwarzając na nic weszła do pokoju doktora Howarda.
-Sophie ? Co ty tu robisz ? Przecież mówiłem ci , że nie mam czasu.
-Dragon został postrzelony!
-Kto taki ?-Wtrąciła klientka doktora.
-Koń mojej mamy ! On potrzebuje pomocy! Przepraszam panią bardzo , ale Dragon jest ważniejszy od pani różowego pudla!
Klientka obużyła się. Co prawda sama nie wyglądała lepiej , niż jej pies. Cała różowa , wyglądająca jak plastik niebieskook blondynka.
-Wybaczy pani , musimy przełożyć tę wizytę na późniejszy termin. Teraz , muszę zająć się ważniejszymi sprawami.
To mówiąc doktor przymontował trailer do samochodu i wyruszył w drogę. Za nim jechała Sophie na Santino, który był już bardzo zmęczony. Dziewczynka nie chciała go zbytnio obciążać , więc postanowiła zwolnić tępo i dać koniu chwilę odpoczynku.


                                                          CDN.