sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 17...

      Po 10 minutach były już w gabinecie doktora .
-Howard , powiedz mi proszę, co się stało , że nie chciałeś mi tego mówić przez telefon?! -powiedziała przestraszona Alicja.
-Wiesz... nie wiedziałem jak ci to powiedzieć , ale... No cóż , nie będe przedłużał. Podałem Dragonowi środki przeciwbólowe i razem z innymi weterynarzami zdezynfekowaliśmy , zszyliśmy i dokładnie opatrzyliśmy ranę.
-I co z nim ? Wszystko dobrze ? -wtrąciła sie Sophie.
-Tak , wszystko dobrze z Dragonem. Teraz odpoczywa i jest pod stałą opieką. Nie bądź na mnie zła Alicjo. Musiałem sie z tobą trochę podroczyć-powiedział ze śmiechem Howard.
-No tak ,już zapomniałam jaki był z ciebie żartowniś w szkole-również ze śmiechem odpowiedziała kobieta.
-Jak to ? To wy się znacie ?-ze zdziwieniem spytała Sophie.
-Tak , chodziliśmy ze sobą od 1 do 8 klasy. To były czasy. Wtedy spotykaliśmy się codziennie, chodziliśmy razem do lasu, spotykaliśmy sie w naszej ulubionej kawiarence "Mirunggan"...
-Masz rację Alicjo , to były wspaniałe czasy. Może chciałybyście wpaść do mnie do domu.
-Proszę mamooo ,zgódź się.
-No dobrze w końcu nie mieliśmy ostatnio okazji normalnie porozmawiać - odparła Alicja.
- W takim razie chodźmy.


                                                 ....................................................

-UUUUU Howard, ładnie się tu urządziłeś .
-No wiesz ,weterynarz , to naprawdę niezły zawód. Może chciałabyś spróbować-Zaproponował mężczyzna.
-Ja chyba wolę startować na zawodach z Dragusiem. Oboje o tym wiemy.-roześmiała sie Alicja.
-Hahaha masz rację , jesteś świetna w tym co robisz. Zawsze kochałaś konie i spełniłaś marzenie i teraz masz już nawet 2 konie.
-Ostatnio przybył do nas nowy koń. Nazywa się Spera i jest bardzo ładna- powiedziała Sophie.
- Z jakiej hodowli ? -zapytał zaciekawiony Howard.
- Yyyy no wiesz Howard.... - zawachała się chwilę Alicja - bo my ją znalazłyśmy w lesie.
-Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś ?! Przecież wiesz ,że może mieć wściekliznę lub inną groźną chorobę !
- Tak , wiem , ale chciałam z tym trochę zaczekać.
- Nie ma na co czekać Alicjo. Dobrze , spokojnie - powiedział pod nosem doktor- teraz nie będziemy się tym przejmować. W końcu przyszliśmy tu po to , aby porozmawiać. Jutro przyjadę po Sperę i dokładnie ją zbadam.
-Dziękuje ci Howard.
-Zadam ci tylko jeszcze jedno pytanie. Czy Spera ma na ciele jakieś znaki szczególne ?
- Tak ! - wykrzyknęła Sophie - na łopatce ma wypalone swoje imię.
- Takiej właśnie odpowiedzi najbardziej się obawiałem. Wasza klacz uciekła z hodowli
Salmenta Edo Sarraskia...
-Co to za hodowla - spytała dziewczynka.
- To najstraszniejsze i ostatnie miejsce do którego koń chciałby trafić. Hodowlą tą kieruje  okropna bezlitosna kobieta, Samantha Black. Każe swym ludziom chodzić do lasu na polowania. Wtedy mają zadanie szukać dzikich koni i wziąć je do niewoli. Gdy już je  przywiozą trenują je i stosują okropne kary.  Następnie wybierają imię dla konia i wypalają je na łopatce. Również pod grzywą naznaczają konie skrótem hodowli, SES. Jeśli koń nie nadaje się do sprzedaży za grube pieniądze oddają go na rzeź do Flera Smitha . On i Samantha współpracują razem już bardzo długo i nie da się ich powstrzymać. Stąd wzięła się nazwa Salmenta Edo Sarraskia , czyli Sprzedaż albo rzeź.
-O boże, to okropne ! To dlatego Spera tak bała się wszystkiego gdy ją siodłałam.Muszę coś z tym robić ! Mój brat nie może bezkarnie zabijać tych biednych zwierząt ! - wykrzyknęła Alicja.
- Howard , my już pójdziemy. Jutro do ciebie zadzwonie. Nie zostawie tak tego , obiecuję....



                                                  

czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział 16...

           Gdy Spohie była już blisko domu bardzo się ucieszyła, lecz bardzo niepokoiła się o Dragona. Gdy wjechała do stajni zobaczyła płaczącąw boksie Alicję. Szybko zsiadła z Santiego i podeszła do mamy :

-Mamo , co się stało ? Czy wszystko w porządku z Dragonem ?
-Tak, Howard zabrał go do siebie i powiedział, że da nam znać , gdy  będzie się działo coś niepokojącego.
-To dobrze , nie martw się mamo wszystko będzie dobrze.
-Mam taką nadzieję kochanie, mam taką nadzieję ...

          Robiło się już ciemno , więc gdy Sophie rozsiodłała , nakarmiła i napoiła Sperę i Santiego razem z mamą poszły do domu. Położyły się na swojej zamszowej kanapie i zasneły.

                                                          ..........................................
     Wczesnym rankiem zadzwoniła telefon. Dziewczynka obudziła się i tępem żółwia podeszła do telefonu. Gdy odebrała telefon i usłyszała głos doktora Howarda.

-Witaj Sophie.
-Dzień dobry Panu -odparła ożywiona Sophie.
-Ja dzwonie w sprawie Dragona.
-Tak....
- Czy mogłabyś dać do telefonu mamę ?
-Tak , oczywiście już daję. Za minutkę wracam.
Sophie sprintem pobiegła do mamy . Alicja usłyszawszy , że zadzwonił  doktor, razem z córką szybko podeszła do telefonu.

-Cześć Howard. Czy wszystko w porządku z Dragusiem ? Czuje się już lepiej ?
-Wiesz...Alicjo.... -odparł z drżącym , niespokojnym głosem- Wolałbym jednak, abyście z Sophie przyjechały do mojego gabinetu.
-Ale co się stało ?! Howard ? Halo ?!
W tym momencie doktor rozłączył się. Kobieta wzięła córkę za ręke , wybiegła z nią na dwór i szybko wsiadły do samochodu. Wtedy Sophie pomyślała , że z Dragonem może nie być tak dobrze jak myślała .....

środa, 20 listopada 2013

Rozdział 15...

      Alicja spadła z konia. Sophie szybko wbiegła na placyk i złapała Sperę. Starała się ją uspokoić, widziała w jej oczach wielki strach i nieświadomość zaistniałej sytuacji. Gdy dziewczynce udało się uspokoić konia, szybkim krokiem podbiegła do matki. Na szczęście nikomu nie stała się krzywda. Alicja cienkim głosem rzekła do córki :
-Spokojnie, nic mi się nie stało. Takie rzeczy się zdarzają...
-Ale przecież mogłaś zginąć ! Ten koń jest dziki i niebezpieczny ! - Krzyknęła niespokojnie Sophie.
- Nie możemy obwiniać Spery oto co się stało. To przez moją nieodpowiedzialność zaistniała ta sytuacja. Teraz lepiej będzie, jak pójdziemy do stajni i  posiedzimy z końmi , aby poczuły się pewniej.


                                                              ........................................

         Sophie pobiegła szybciej do stajni , aby sprawdzić, czy nic nie stało się koniom. Alicja szła spokojnie prowadząc Sperę tuż obok. Nie chciała , aby wystraszyła się saren biegających tu i ówdzie. Wszędzie słychać było spokojny śpiew ptaków i delikatny wiatr którego cichy szum pięknie współgrał z pieśnią ptaków. Alicja kochała chwile, które spędzać mogła tylko i wyłącznie z końmi w otoczeniu pięknej spokojnej natury. Miłą atmosferę przerwał głośny krzyk przerażonej Sophie.
-Mamo !!!Pomocy !!!
Kobieta szybko przybiegła do stajni i zobaczyła Dragona , leżącego na ziemi z raną w łopatce. Była to rana postrzałowa. Alicja była zestresowana , ale próbowała nie tracić zdrowego rozsądku.
-Sophie ! Szybko dzwoń dodoktora Howarda i powiedz mu , że to sprawa nie cierpiąca zwłoki. Opowiedz mu o tym zdarzeniu. Niech przyjedzie z trailerem. Tylko szybko!
-Już się robi mamo!
Dziewczynka wparowała do domu niczym błyskawica i szybko podbiegła do telefonu. Ze stresu kilka razy wpisała zły numer , każda chwila się liczyła , a ona wiedziała , że mama na nią liczy. W końcu wbiła właściwy numer i dodzwoniła się do doktora. Ten jednak miał w tej chwili pacjenta i powiedział , że odzwoni za godzinę. Ona nie miała jednak tyle czasu , więc postanowiła zadzwonić kolejny raz. Dr. Howard tym razem odrzuciła połączenie. Sophie wbiegła do stajni ze łzami w oczach i rzekła :
-On...on nie odbiera ! Ja tego tak nie zostawie !
To mówiąc dziewczynka weszła do boksu Santiego, wskoczyła na niego i powiedziała do matki :
- Ja napewno nie pozwolę , aby Dragonowi stała się krzywda ! Nie martw się o mnie mamo! Skoro doktor nie może przyjechać do nas, w takim razie ja przyjadę do niego! Nie zwlekając dłużej dziewczynka ruszyła galopem prosto w stronę drogi , prowadzącej do kliniki , zanim Alicja zdąrzyła powiedzieć cokolwiek.


                                                          ......................................................

Sophie nareszcie dotarła do kliniki i nie zwarzając na nic weszła do pokoju doktora Howarda.
-Sophie ? Co ty tu robisz ? Przecież mówiłem ci , że nie mam czasu.
-Dragon został postrzelony!
-Kto taki ?-Wtrąciła klientka doktora.
-Koń mojej mamy ! On potrzebuje pomocy! Przepraszam panią bardzo , ale Dragon jest ważniejszy od pani różowego pudla!
Klientka obużyła się. Co prawda sama nie wyglądała lepiej , niż jej pies. Cała różowa , wyglądająca jak plastik niebieskook blondynka.
-Wybaczy pani , musimy przełożyć tę wizytę na późniejszy termin. Teraz , muszę zająć się ważniejszymi sprawami.
To mówiąc doktor przymontował trailer do samochodu i wyruszył w drogę. Za nim jechała Sophie na Santino, który był już bardzo zmęczony. Dziewczynka nie chciała go zbytnio obciążać , więc postanowiła zwolnić tępo i dać koniu chwilę odpoczynku.


                                                          CDN.

piątek, 4 października 2013

Rozdział 14...

   Alicja i Sophie po długiej podróży dojechały nareszcie do domu . Były bardzo zmęczone i zmarznięte . Ręce miały jak dwie kostki lodu , z resztą tak samo jak i nogi . Poszły do swojej małej stajni i dały pić koniom . Spera , Dragon i Santino nie wypyli jednak ani kropli wody i od razu położyli się na sianie w boksach . Klacz trzeba było dać do starego zaniedbanego boksu . Wszędzie zwisały pajęczyny i pałętał się kurz . Czasem nawet można było zauważyć małe myszki , lecz Spera nie zwracała na to uwagi. Sophie postanowiła naprawić boks , lecz dopiero jutro , ponieważ była tak samo zmęczona jak jej mama i konie. W końcu obie poszły do domu , weszły do swoich pokoi i położyły się spać.

    Następnego dnia Sophie wstała bardzo wcześnie rano i poszła do stajni . Konie jeszcze spały , więc nie chciała ich obudzić . Poszła po farbę , pędzel i zaczęła swoje ciche malowanie starego spruchniałego boksu. . Spera wyczuła jednak specyficzny , ochydny zpach farby. Bardzo jej się nie podobał . Od razu wstła i zaczęła głośno rżeć bdząc przy tym Santiego i Dragona. Dziewczynka skończyła malować i poszła po owies i marchewki. Konie dawno nie jadły smakoyków i normalnych posiłków. Żywiły się  samą trawą i przez to bardzo wychudły. Sophie jednak zadbała , by koniom niczego nie zabrakło. Po chwili do stajni weszła Alicja i powiedziała do córki :

- Bardzo dobrze , że zajęłaś się końmi kochanie. Teraz osiodłaj Sperę , a Dragona i Santusia wyprowadź na łąke.
-Ale mamo , po co mam ją osiodłać ? Chyba nie chcesz na nią wsiąść ? - Powiedziała Sophie z wyraźnym zaniepokojeniem. -To niebezpieczne dosiadać dzikiego konia...
-Spokojnie... Dam radę , nie bój się o mnie. Poza tym będziesz mogła patrzeć jak jeżdżę. Dobrze ?
-Dobrze....-odpowiedziała  dziewczynka z wielką niepewnością. Po kilku minutach Spera była gotowa do jazdy . Nie łatwo było ję osiodłać , ponieważ okropnie brykała i kopała .Sophie jednak miała do czynienia z wieloma przypadkami takich koni i świetnie sobie poradziła. Alicja pojechała na placyk , który kiedyś zrobiły razem z córką. Zaczęła się ostra jazda.Klacz okropnie brykała i nie dała się złamać. Sophie bardzo bała się o mamę. Godzinę później było już trochę spokojniej.Okazało się , że Spera jest bardzo utalentowanym koniem i ktoś wcześniej napewno  na niej jeździł . Z pewnością było to bardzo dawno. Kobieta postanowiła na dzisiaj zakończyć jazdę i odprowadzić klacz na łąkę do pozostałych koni. Jednak gdy zsiadała ze Spery ona przestraszyła się wielkiego huku od strzału zbroni i stanęła dęba.....

poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 13 ...

    W jednym momencie Alicja znalazła sie w zupełnie innym miejscu. Kompletnie nie wiedziała dokąd iść i co zrobić. Dookoła cisza, którą momentami zakłócał śpiew ptaków. Dookoła pełno pięknych żółto , czerwono brązowych drzew . Był spokojny jesienny dzień. Kobieta nie rozumiała co się dzieję. Nagle z oddali dało sie ujżeć mały czerwony samochód, dokładnie taki sam jakim jechali Alicja i Matt (ojciec Sophie ) w dzień wypadku. Zza drzewa wyłonił sie Fler , który trzymał w ręce butlę z benzyną. Wylał ją na drogę i uciekł. Ciecz rozlewała się po całej ulicy , a samochód był coraz bliżej . Alicja chciała powstrzymać tragedię , lecz nie udało jej się to . Była zamknięta w przestrzeni czasu . Mogła sie tylko przyglądac strasznemu wypadkowi . Gdy samochód był już bardzo blisko kobieta rozpoznała , że za kierownicą siedzi jej mąż , a obok niego ona sama.  W jednej chwili samochód wyślizgnął sie z jezdni , wywrócił na dach i uderzył z wielką siłą w drzewo . Wtedy Alicja zobaczyła Dragona , wyciągającego ją z samochodu. Gdy koń chciał wrócić po Matta , pojazd stanął w płomieniach . Wałach wziął kobietę na grzbiet i pogalopował do lasu. W jednej chwili bohaterka znów znalazła się nad jeziorem. Sophie zapytała się matki co się stało , a ona odparła :
-Widziałam ... widziałam to ! Nie podejrzewałam , że mógł coś takiego zrobić!
-Ale mamo , o co chodzi ?
-Fler ! To przez niego twój ojciec nie żyje ! Wylał benzynę na drogę , samochód wpadł w poślizg i ...
-Dobrze , rozumiem mamo. Nie musisz dalej mówić. -w tym momencie Sophie podeszła do matki i przytuliła ją z wielką czułością .
- Nie czas na to by sę załamywać -odparła Alicja - musimy jechać dalej .
Powiedziawszy to obie wsiadły na konie i ruszyły w drogę .
 Gdy matka i córka wyjechały już poza bramę , ona zupełnie zniknęła . Na początku nie wiedziały gdzie mają jechać . Spera zaczęła sie robić nie spokojna , zapewne przez dziki , bijące sie nieopodal o pożywienie.. Jechały już na oślep ponad godzinę gdy nagle trafiły na wydeptaną ścieżkę. Alicja od razu rozpoznała tę ścieżkę .
-Zobacz Sophie , to droga do domu !
- Tak , pamiętam ją ! Zawsze jeździłam tą ścieżką gdy wybierałam się w teren.
-W takim razie jedźmy.-odpowiedziała kobieta.

                                         ............................................................................


       Lucy była bardzo zmarznięta i głodna . Postanowiła samodzielnie poszukać drogi do domu. Postanowiła wejść na wielkie wzgórze z którego widać prawie całą wieś Greethen .Ponieważ Lucy była bardzo zmęczona postanowiła się zdrzemnąć. Położyła się na miękkim mchu na skraju wzgórza i usnęła . Po około godzinie poczuła , że coś szczypie ją w nogi . Bardzo się przestraszyła i chciała wstać lecz nie mogła .Zobaczyła , że jej nogi ugrzęzły w ziemi i porozły korą . Kobieta nie wiedziała co sie dzieję . Była przerażona . W kilka chwil całkowicie zamieniła sie w drzewo .Nikt i nic nie mogło jej pomóc.Było już za późno na jakąkolwik pomoc. Została uwięziona w drzewie na zawsze.


                                                ...............................................................


Gdy dziewczyny jechały w stronę domu i były już bardzo blisko nagle Alicja spadła z Dragona . Sophie szybko zeszła z konia i pobiegła do mamy .

-Mamo co się stało ?
-Miałam wizję - odpowiedziała kobieta - Coś strasznego stało sie z moją mamą. Z ostała uwięziona w drzewie. Gdy byłam mała zawsze opowiadała mi , że nadejdzie taki dzień , kiedy odejdzie ode mnie , lecz mam się nie martwić ponieważ zostanie na ziemi w innym wcieleniu .Już wiem co miała na myśli .
-Nie martw sie mamo , wszystko będzie dobrze. Nawet jeśli babci tu nie będzie , zawsze pozostanie w naszych sercach.
To mówiąc wsiadły z powrotem na konie i pojechały w stronę domu.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 12...

    Alicja obudziła się z samego rana , aby przygotować się do długiej podróży . Gdy Sophie wstała nie wiedziała co robi jej mama , więc spytała w prost:
- Mamo , chcemy gdzieś jechać czy coś ?
- Tak kochanie , wyruszamy w podróż w poszukiwaniu domu.
- Ale , przecierz Santino nie jest jeszcze gotowy , aby go dosiadać po tym wszystkim co mu się przydażyło.-Odparła Sophie.
- Wiem , dlatego dziś , Ty pojedziesz na Dragonie , a ja na... Sperze .
- A jeśli Cię zrzuci lub będzie brykać ? Co w tedy ?
- Spokojnie , Sophie , jeżdże konno od ponad 10 lat . Nic mi się nie stanie.
- No dobrze-odparła dziewczynka-to w takim razie ruszajmy w drogę.
    Alicja przywiązała Santiego do siodła Spery , a w tym czasie Sophie wsiadła na Dragona. Po chwili ruszyły w drogę spokojnym stempem , poniewarz musiały przemyśleć którędy dotrą do domu.
- Może konie doprowadzą nas do domu ?-powiedziała dziewczynka-Przecież one zawsze pamiętały drogę do domu.
-Może i tak.Więc dostosujmy się do naszych końskich przyjaciół i zaufajmy im.
Po tych słowach oby dwie oddały wodze i miały nadzieję , że konie wskarzą im drogę do domu. Ku ich zdziwieniu prowadzenie przejęła Spera. Alicja i Sophie  nigdy nie jechały tą drogą , lub jej nie pamiętały. Po drodze spotkały wiele dzikich zwierząt , które o dziwo ich nie atakowały . Dziewczynom wydawało się to bardzo dziwne. Chwilę później dotarły do wielkiej bramy , prowadzącej jak gdyby do nikąd. Spera , Dragon i Santino ukłonili się przed bramą , a ona błyskawicznie się otworzyła. Gdy wszyscy weszli do środka brama zniknęła , co bardzo zaskoczyło Sophie i Alicję . Wszystko było tak jasne i tak niesamowicie piękne, że oby dwie nie mogły wytrzymać z zachwytu. W końcu dojechały nad wielkie jezioro Onitron , którego zapewne wcześniej nie odkryła cywilizacja , ponieważ było tam bardzo czysto , wszędzie pełno kwiatów i różnych małych zwierząt. Konie zaczęły bawić się z powietrzem , co wydawało się bardzo dziwne. Gdy Sophie i Alicja zeszły z koni Spera zaprowadziła je nad brzeg jeziora. Klacz ukłoniła się przed kobietą i swoimi znakami przekazała jej , że ma zanurzyć ręke w wodzie . Alcja zrobiła to i w tym momeńcie ujrzała coś strasznego czego nigdy by nie podejrzewała.....

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

...

Zastanawiam się czy mam napisać nowy rozdział czy nie... Piszcie w komentarzach :)